Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Pokora...

piątek, 24 października 2008 11:21
    
    Dzisiaj od rana mroźny i mglisty dzień. Samopoczucie mam kiepskie, a to za sprawą dzisiejszego pogrzebu. Zmarła córka mojej sąsiadki. Pięć lat walczyła z nowotworem. Zostawiła trzy córeczki. Trzy dziewczynki, które są w takim wieku, że ciężko sobie wyobrazić jak poradzą sobie bez matki. Zastanawiam się co gorsze... moja rozpacz za Mateuszkiem czy rozpacz tej matki, która  w obliczu śmierci miała świadomość, że zostawia swoje jeszcze niesamodzielne dzieci...  Dochodzę do wniosku, że trzeba mieć pokorę wobec własnego cierpienia i dostrzegać, że są wokół ludzie, którzy być może niosą większe krzyże. Wbrew wszystkiemu dziękuje Bogu, że był dla mnie i dla mojego dziecka łaskawy. Powoli dostrzegam Synku, że śmierć była dla Ciebie wybawieniem przed ogromnym cierpieniem i innością. Teraz jesteś szczęśliwy. Gdybym Synku myślała inaczej to byłoby to egoizmem. Tutaj na ziemi nikt i nic nie było w stanie Cię uratować. Nawet Bóg nie jest w stanie wygrać z Zespołem Edwardsa. Wolę Synku płakać nad Twoim grobem, niż gdyby przyszło mi płakać nad moją bezradnością wobec Twojego cierpienia.

    Kocham Cię Syneczku.

  

komentarze (6) | dodaj komentarz

Strach...

poniedziałek, 20 października 2008 12:48
   
    Co potrafi wyzwolić w matce śmierć dziecka? Przeogromną miłość, tęsknotę jakiej nie sposób zagłuszyć, rozrywający serce na miliony kawałeczków żal i ból, którego chwilami nie da się już znieść. We mnie wyzwoliła jeszcze pokaźną dawkę nienawiści i agresji. Podczas wizyty u lekarza siedziała obok mnie kobieta w mocno zaawansowanej ciąży. Uśmiechała się i czule głaskała po brzuszku. Poczułam taką złość, że gdyby nie trzeźwość mojego umysłu, to pewnie rzuciłabym się na nią z pazurami i wytargała jej to dziecko z brzucha. Chciałam do niej wykrzyczeć: Z czego tak się cieszysz... jeszcze nie wiesz jaki będzie koniec! Czasem przez tą nienawiść chciałam, żeby wszystkim kobietom w ciąży umierały dzieci...  przyznaję,  iż życzyłam wszystkim kobietom w ciąży, żeby przeżyły to co ja. Nie mogłam znieść, że ktoś cieszy się dzieckiem. To były takie momenty, po których zawsze było mi wstyd. Kiedy przychodziło opamiętanie zastanawiałam się co ja myślę... przecież nikt nie może lepiej życzyć urodzenia zdrowego dziecka, jak matka, która wie co znaczy je stracić. Teraz wiem, że to nie byłam ja, ale mój strach przed osamotnieniem, przed tą nieznośną wyjątkowością... mój strach mnie przerósł. Jeszcze czasem ten strach cichutko przychodzi, ale ja już go znam... nazywam go po imieniu i mówię mu głośno odejdź.

komentarze (11) | dodaj komentarz

Przytul mnie mocno...

piątek, 17 października 2008 20:06

Nie wiem kto

Dopisał tekst
Do naszych ról

Nie wiem skąd
W tych rolach błąd
I żal i ból

Prowadź mnie
Do prostych słów
Przez każdy dzień

Prowadź mnie
Gdy światło drży i gdy pada cień

Przytul mnie
I połam lód
W opłatki kry

Przytul mnie
Nadejdzie znów
Wiosenny świt

Dopóki żal
Naprawia błąd
Nadzieję mam

Dopóki łza
Jest jeszcze łzą
Nie jestem sam

Jeśli łza
Jest jeszcze łzą
Nie jestem sam
  

(Mietek Szcześniak "Przytul mnie mocno" link do posłuchania obok)

komentarze (6) | dodaj komentarz

16 października 1978 - 16 października 2008

czwartek, 16 października 2008 22:59
   

     "Bóg nie żąda od nas rzeczy, które nas przerastają"
                                                                                                                               (Jan Paweł II)

      Ojcze Święty kocham i pamiętam... czuwaj nad nami i otocz nas swoją opieką.
 

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dzień Dziecka Utraconego...

środa, 15 października 2008 7:19
   
    Przeżywam  ten dzień już nie z perspektywy widza, a z perspektywy rodzica po stracie ukochanego dziecka... i tak już zostanie do końca. Dzisiaj Mateuszku pójdziemy na msze, a potem odwiedzimy Cię. Nie będzie dziecinnego uśmiechu, gaworzenia, pocałunków, przytulanek... będzie zaduma, refleksja i łza... pewnie nie jedna. Zamiast zabawki dostaniesz nowe kwiaty i  znicz... i mam jeszcze dla Ciebie maleńkiego, pyzatego aniołka z główką zadartą do nieba. I tylko tyle, z tego co ziemskie możemy Ci dać... Mam nadzieję, że w tym rozdzieleniu czasem myślisz o mnie, bo ja Syneczku myślę o Tobie... cały czas. W tym szczególnym dniu pragnę połączyć się sercem i  myślami z wszystkimi osieroconymi rodzicami na całym świecie. Bolesna to prawda... takich rodziców jak my przybywa i będzie przybywać... Śmierć dziecka, chociaż w naszym ludzkim mniemaniu będąca całkowicie wbrew naturze i wszelkiemu logicznemu ładowi tego świata  jest i będzie obecna... zawsze... aż po kres wszelkiego istnienia. Są rzeczy, których nie sposób ogarnąć naszym ludzkim umysłem... nie sposób ich zrozumieć... nie sposób doszukać się w nich sensu. Trzeba się z tym godzić...  mniej lub bardziej... jakkolwiek... , ale godzić... żeby dalej żyć. Jeszcze chwilę temu wydawało mi się to niemożliwe. Teraz zaczynam patrzeć na to wszystko inaczej... spokojniej... Przewartościowałam swoje życie. Czy jest mi z tym godzeniem dobrze...? Na pewno lżej...  

    Mój Utracony Syneczku przesyłam Tobie, Kropeczce i wszystkim Aniołkom buziaki do nieba.

komentarze (7) | dodaj komentarz

Pytanie bez odpowiedzi...

poniedziałek, 13 października 2008 12:54
   
    Otwieram regionalną gazetę, a tam zdjęcia noworodków urodzonych w ostatnim tygodniu. Dokładnie 168 maleńkich istot, które patrzą na mnie swoimi niewinnymi, zadziwionymi oczkami. Odruchowo szukam chłopczyka o wadze 2230g i długości 47 cm. Znajduję maleństwo, które ma te 47 cm i niewiele ponad 2230g. Wlepiam oczy w jego twarzyczke i wyobrażam sobie, że ten filigranowy chłopczyk to właśnie mój Mateuszek. Łzy cisną mi się do oczu... to nie mój Mateuszek... żadne z tych dzieci nie jest moje. Zastanawiam się co te 168 kobiet zrobiło, że każda w nagrodę dostała dziecko. Dlaczego każde z tych 168 maleństw żyje, a mój Synek zmarł. Analizuję swoje życie... nasze małżeństwo. Jaka jestem... jaką jestem żoną, córką, siostrą... jaką byłabym matką? Nie znajduję w sobie żadnej winy, za którą przyszło mi zapłacić tak wysoką karę. Dlaczego to wszystko spotkało właśnie nas? Pytanie, które zadają sobie wszystkie matki takie jak ja... pytanie, na które jeszcze nikt nie znalazł odpowiedzi...

komentarze (3) | dodaj komentarz

Jedenasty dzień miesiąca...

sobota, 11 października 2008 13:33
   
    Czas tak szybko mija, a ja zamiast cieszyć się macierzyństwem i tulić pięciomiesięcznego bobasa, kupię kolejny znicz i podreptam ze spuszczoną głową na cmentarz. Po raz kolejny przeżywam ten jedenasty dzień miesiąca, który zmienił moje życie na zawsze. O tej godzinie byłeś Syneczku  już na świecie... o tej godzinie walczyłeś o życie. Staram się być silna... dla Ciebie... dla nas.  Nieźle mi to wychodzi przez ostatnie dwa dni... nawet odwiedziłam fryzjera... wreszcie. Podobno wyglądam bardzo pogodnie w tej nowej fryzurze. Spałam dzisiaj niespokojnie, budziłam się kilka razy. Mąż też coś mówił przez sen. On nigdy nie pamięta swoich snów... zawsze twierdzi, że chyba nic mu się nie śni, a dzisiaj zaskoczył mnie. Przyśnił mu się szpital i ten cały koszmar sprzed pięciu miesięcy. Znowu umierałeś Syneczku na jego oczach. Tatuś tak bardzo czekał na Ciebie.... Ja wiem, że przeżywa Twoją śmierć bardzo, chociaż tego nie okazuje. Tęsknię Mateuszku...tak bardzo tęsknię...

komentarze (6) | dodaj komentarz

Pozwól mi odejść...

piątek, 10 października 2008 14:50
   
    Syneczku... przyśniłeś mi się  przedwczoraj. Dziwny to był sen. Leżałeś taki maleńki na podłodze w wielkim, starym, pustym domu. Było w tym domu mroczno i chłodno. Patrzyłeś na mnie pięknymi, ale smutnymi oczami. Coś dziwnego było w tych Twoich oczach... miałam wrażenie, że chcesz mi coś powiedzieć. Śniłeś mi się tyle razy, ale nigdy nie widziałam Twojej buzi, a w tym śnie zobaczyłam ją tak realnie, że długo po przebudzeniu miałam ją przed oczami. Syneczku byłeś najpiękniejszy na świecie. Otulałam Cię kocykiem, ale nie potrafiłam ochronić Twojego maleńkiego ciałka przed zimnem.  Żyłeś, a mimo to ja cały czas miałam świadomość tego, że umarłeś. Niedawno gdzieś przeczytałam, że kiedy matka płacze to skrzydła jej Aniołka są mokre od łez. Przez te mokre skrzydła nie może wznieść się do nieba. Myślę, że chciałeś mi powiedzieć : Mamusiu pozwól mi odejść. Uwięziłam Cię Maleńki gdzieś między ziemią, a niebem. W tej nicości jest szaro, zimno i pusto... i ciągle pada deszcz moich łez. W tej nicości jesteś samotny i nieszczęśliwy. Syneczku już nie chcę Cię zatrzymywać. Leć do Raju mój Aniele...   może już czas zakończyć żałobę... 

Kocham Cię Mateuszku... na wieki, ponad czas...

komentarze (3) | dodaj komentarz

Nie kobieta...

wtorek, 07 października 2008 15:04
   
    "Czas leczy rany..."  Moich nie leczy. Moje nie mogą się zagoić. Ciągle sączy się z tych ran mój żal. Nie tak miało być... nie tak. Mam wrażenie, że los zakpił z nas. Na bardzo krótko pojawił się ktoś ważny w naszym życiu i odszedł cichutko, a po nim nastał cień. Potem pojawiłeś się Ty Mateuszku i  z początkiem Twojego istnienia wyszło znowu słońce. Taka piękna była ta ciąża Syneczku. Tak nam razem było dobrze. Tyle planów, marzeń... tyle miłości. Wczoraj powiedziałam mojemu mężowi, że czuję się stara... rozbita, okaleczona, zmęczona i nieatrakcyjna. Tak właśnie się czuję,  jak nie kobieta. Ta nie kobieta często wstaje z zapuchniętymi od płaczu oczami. Nieumalowana,  z rozczochranymi  włosami, które dawno nie widziały fryzjera biegnie do pracy. Ta nie kobieta po pracy śpi do wieczora, a potem wstaje i za pięć dwunasta zajada swój żal kanapkami z kawą. Potem ta nie kobieta nie może zasnąć, więc snuje marzenia o tym co straciła i  dalej płacze... Ta nie kobieta coraz częściej nie zauważa, że obok niej  żyje człowiek, który ją bardzo kocha i czuje to samo co ona.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Przyjaciółka...

poniedziałek, 06 października 2008 13:46
   
    Ania... znajoma, koleżanka... przyjaciółka... Teraz mogę powiedzieć przyjaciółka... prawdziwa przyjaciółka. Razem odbywałyśmy staż. Potem ja wyjechałam. Pozostał kontakt, ale tylko taki od święta. Traktowałam Anię jedynie jak znajomą, którą mile wspominam. Poza ramy zwykłej znajomości nigdy nie wychodziłam. Po śmierci Mateuszka Ania była jedyną osobą spoza rodziny, która do mnie zadzwoniła. Przez te kilka dni, kiedy było mi najciężej to ona mnie wspierała, pocieszała, rozumiała. Aniu zrobiłaś coś wyjątkowego. Nie zostawiłaś mnie, kiedy ja tak bardzo potrzebowałam zrozumienia. Nie przestraszyła Cię moja tragedia i moja rozpacz. Ty jedyna nie bałaś się, że mój pech może przejść na Ciebie. Dziękuję Ci za wszystkie wypowiedziane słowa, za wspólnie wylane łzy, za nadzieje i uśmiech. Aniu dziękuję Ci za to, że byłaś i jesteś.

komentarze (0) | dodaj komentarz

« 1234567  »

sobota, 20 marca 2010

Licznik odwiedzin: 16829

Wizytówka


mamamateusza

O mnie

Jestem anielską mamą Mateusza.
Mój Synek urodził się z zespołem wad
zwanym Zespołem Edwardsa.
Żył niecałe 2 godziny.

Mój Syn...
moje Marzenie,
mój Sens,
moja Miłość.
Kocham Cię Synku...
na zawsze, ponad czas...

O moim bloogu

Mojemu Synkowi...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 09.04.2009 9:27:57
  • autor: Agnieszka
  • treść: "Dłoniom daleko...
<bgsound src="http://www.youtube.com/watch?v=GozIF-s0CAg" loop=true>

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    
<bgsound src="http://www.youtube.com/watch?v=GozIF-s0CAg" loop=true>