Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

A ja pytam dlaczego...

wtorek, 25 listopada 2008 22:27

"Każdy śniegu płatek jest całkiem inny .
   Choć wszystkie są białe, każdy ma kształt  inny .

  Jak to się właściwie dzieje, że każdy inaczej stworzony ?
  Kto tam wymyśla w niebie wzorów misternych miliony ?"


(Małgorzata Podwyszyńska "Śnieg")


A  ja pytam Synku dlaczego tam w niebie, ktoś wymyślił Ciebie... właśnie tak!

komentarze (11) | dodaj komentarz

Przyjaciół poznajemy w biedzie...

poniedziałek, 24 listopada 2008 13:44
  
    
Otrzymałam wreszcie tą radosną wiadomość od mojej.... dla mnie już eksprzyjaciółki, że szczęśliwie urodziła. Cudowna wiadomość, tylko szkoda, że jej aktualność skończyła się prawie dwa miesiące temu. Na wstępie jej obszernego maila dowiedziałam się, że "teraz Mikołaj najedzony odpoczywa z gołą pupką do góry, więc nareszcie znalazła czas, żeby do mnie napisać". Potem zaczął się szczegółowy opis, że dzidziuś miał 4,300 kg i 62 cm, jest zdrowy, piękny i wspaniały... podobny do mamusi... teraz ma trochę problemów z kupką, ale apetyt mu dopisuje.... blebleble...blablabla... dalej nie doczytałam, bo już mnie to nie interesuje. Interesowało jeszcze ponad miesiąc temu, kiedy to wygłupiłam się wysłaniem do niej kilku sms-ów, z zapytaniem czy już została szczęśliwą mamą. Na żadnego odpowiedzi nie doczekałam się. Nie odpisałam... nie pogratulowałam. Przypomniał mi się kwiecień. Ja wyglądałam wręcz kwitnąco... ciąża wyjątkowo mi służyła. Żadnych dolegliwości, żadnych problemów. Chyba jestem stworzona do bycia w stanie błogosławionym. Ciąża mojej "przyjaciółki"  była całkowitą odwrotnością mojej. Martwiłam się, pocieszałam... wierzyłam, że będzie dobrze...  Moja  "przyjaciółka"  wyjeżdżała do Anglii...  "Będę pisać, dzwonić... pierwsza będziesz rodzić, więc wszystko mi opowiesz..." mówiła żegnając się.  No i urodziłam, ale nie zapytała nigdy jak poród, jaki był mój Mateuszek... jak się czuję... O ironio tyś została teraz moją przyjaciółką. Jestem mało wyrozumiała... może niektórzy nie potrafią ze mną rozmawiać... przestałam się nad tym zastanawiać... przestało mnie to jakkolwiek obchodzić. Nie chce mi się silić na zrozumienie, bo to ja potrzebuję bycia zrozumianą, a nie odwrotnie. Tragedie niosą ze sobą jedną istotną korzyść, a mianowicie są jak sito o mikroskopijnych oczkach... perfekcyjnie weryfikują  ludzi i tym sposobem jak ulał pasuje tutaj mądrość powiedzenia: "Przyjaciół poznajemy w biedzie".

komentarze (23) | dodaj komentarz

Dziękujemy, że byłeś...

czwartek, 20 listopada 2008 11:29
   
    Ja, zagorzała przeciwniczka aborcji o mały włos nie stanęłam przed wyborem zabić czy nie zabić. Kolejny raz przekonałam się, że niektóre tzw. "trudne tematy" muszą stać sie namacalne, żeby je w pełni zrozumieć. Wieczorami powracają rozmowy, co by było gdybyśmy wiedzieli... Przyznam, że przeraża mnie to, że mogło się tak zdarzyć, iż usłyszałabym w pewnym momencie: Ciąża letalna. Ma Pani prawo do legalnej aborcji. Wiem, że nacisk ze strony lekarzy byłby duży i jednoznaczny. Teksty w stylu: "Ta ciąża powinna zostać szybko przerwana... szkoda było tylko Pani męki " usłyszałam wielokrotnie, kiedy szukaliśmy odpowiedzi na to co się stało.  Nie uważam, że ciąża była dla mnie męką. Wręcz przeciwnie. W tej ciąży czułam się wspaniale... jak nigdy. Ten czas był najpiękniejszym okresem w moim życiu. Cała cierpnę na myśl o tym, że ten piękny czas mógłby mnie ominąć, gdybym trafiła na bardziej ambitnego lekarza. Mógłby...  no właśnie... Jeszcze bardziej przeraża mnie świadomość tego, że strach, szok i presja otoczenia mogły mnie skłonić do przerwania ciąży. Przytłacza mnie ta gorzka prawda, że można być całkowicie nieprzewidywalnym dla samego siebie. Takie dzieci jak Mateusz traktowane są  jak defekt, którego trzeba się szybko pozbyć, bo zaburza estetykę otoczenia. Na pytania o przyczynę śmierci Mateuszka odpowiadam: wada serduszka. To tylko jedna z wad, jakie miał mój Synek. Odpowiadam tak, bo to jest do przyjęcia, a Zespół Edwardsa... pierwsze skojarzenie to takie, że pewnie moje dziecko było "małym potworkiem". Nawet mój lekarz rodzinny tak myślał, bo ktoś sprzedał mu takie bzdury. Dziękuję Bogu, że nie kazał nam wybierać. Wiedza o stanie zdrowia naszego Synka, mogła dać nam szansę na przygotowanie się do jego śmierci, ale mogła też skłonić nas do popełnienia największego błędu. Nie wiemy jaka byłaby nasza decyzja. Czy potrafilibyśmy żyć ze świadomością, że pozbyliśmy się własnego dziecka? Po każdej rozmowie dochodzimy do wniosku, że nie. To, że Mateuszek urodził się, został ochrzczony i godnie pożegnany jest naszym zwycięstwem. Dziękujemy Ci Synku za to, że byłeś...    

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wiedza czy niewiedza...

czwartek, 13 listopada 2008 12:25
   
    Dlaczego, chociaż wszystko rozumiem i  jestem pogodzona  z tym co się stało, to jednak nie potrafię do końca zaakceptować prawd, dla których nie ma innej możliwości. Mateusz był ciężko chory... no, może to złe określenie. Ostatnio wyczytałam w kolejnej mądrej publikacji, że Zespół Edwardsa to nie choroba, tylko "inność". Po prostu człowiek jest trochę inaczej rozwinięty, niż zwykle... Nie wiem jakie to ma znaczenie, że mądrzy tego świata tak się nad tym rozwodzą, bo nie zmienia to faktu, że ta choroba czy też "inność" nie pozwoliła mojemu dziecku żyć. Tak do końca to nie wiemy, czy to był  Zespół Edwardsa, czy tylko wielowadzie. Kariotypu Małego nie zbadano. Zespół Edwardsa to przypuszczenie genetyka na podstawie wyników sekcji zwłok. Przyjęliśmy, że był to Zespół Edwardsa, zresztą teraz to i tak nie ma żadnego znaczenia. Wiem tylko, że Mateusz zewnętrznie wyglądał normalnie... hmmm... i znowu słowo, które wydaje się być nietrafione. Może inaczej.... wyglądał jak większość noworodków. Problem tkwi chyba w tym, że dzięki mojemu lekarzowi zaprogramowałam moją psychikę na narodziny ślicznego, zdrowego bobasa i teraz ta moja psychika nie może się przeprogramować. Ciągle mam to fałszywe wrażenie, że straciłam zdrowe dziecko, które nie wiem dlaczego nie żyje. Z drugiej strony zastanawiam się, czy wiedza o stanie zdrowia mojego dziecka pozwoliłaby mi lżej przeżyć jego śmierć... sama nie wiem, co byłoby lepsze... wiedza czy niewiedza...

komentarze (11) | dodaj komentarz

6 miesięcy

wtorek, 11 listopada 2008 20:46
  
     Mateuszku, Synku mój kochany dzisiaj skończyłeś 6 miesięcy. Próbuję wyobrazić sobie Ciebie... jakie miałbyś oczka, nosek... ciekawe do kogo byłbyś podobny. Ileż radości byłoby w naszym domu... ile szczęścia. 6 miesięcy... Moja żałoba skończyła się... pozwoliłam Ci odejść. Lżej mi teraz, ale pomimo tego ciężko zapomnieć o Tobie, o tych wszystkich wyobrażeniach jak to będzie... Ostatnio nie czuję się najlepiej. Ciągle jestem przygnębiona, podirytowana i płaczliwa... i to uczucie niepokoju. Nawet moje sny są odzwierciedleniem moich lęków. Dzisiaj we śnie kołysałam Twój wózeczek, ale Ciebie w nim nie było... kołysałam pusty wózek... Usilnie składam mój rozsypany świat na nowo... bez Ciebie... jak narazie marnie mi to wychodzi, ale staram się. Kocham Cię Skarbie. Dobranoc mój Aniołku.    

komentarze (8) | dodaj komentarz

Depresja...

piątek, 07 listopada 2008 14:11
   
    No i  znowu dopadła mnie depresja. Myślałam, że to już mam za sobą, a jednak nie. Wczoraj było fatalnie. Postanowiłam powłóczyć się po mieście... może kupić sobie coś dla poprawy humoru, ale nic mnie nie cieszy, zupełnie nic. Napatrzyłam się tylko na uśmiechnięte mamy spacerujące z wózkami i posmutniałam jeszcze bardziej. Posiedziałam na ławce. Zapach jesieni, a przed oczami mury katedry, które wznoszą się nad tym miastem już wieki. Tylko ich nie złamał czas, stoją  w tym samym miejscu ... ciągle takie same. Wróciła  tęsknota za czasami, kiedy byłam wolna. Czasem chciałabym, żeby tamte czasy wróciły. Zamyślam się i znowu jestem beztroską nastolatką w różowych okularach. Miałam w sobie tyle radości, ufności i tego optymizmu, który bezpowrotnie uleciał gdzieś w kosmos. Teraz jestem przygnębioną, nieatrakcyjną, zmęczoną, starą babą, której czasem nie chce się nic i która zatruwa życie swojego męża ciągłą huśtawką nastrojów. Chciałabym wyjść ze swojego ciała i  uciec gdzieś na koniec świata, gdzie nie ma spojrzenia mojego osieroconego męża i grobu mojego dziecka.... gdzie znowu mam naście lat i snuję marzenia o tym, jak to będzie, kiedy będę miała męża i dzieci...

komentarze (7) | dodaj komentarz

Mam prawo być Anielską Mamą...

wtorek, 04 listopada 2008 15:28
   
    Właśnie przeczytałam ten słynny artykuł na onecie... a potem komentarze. Zaskoczyło mnie tak duże zainteresowanie tematem, a przeraził rozmiar ludzkiej głupoty. Nie zdenerwowałam się... wręcz przeciwnie... przekonałam się po raz kolejny, jak jestem mentalnie bogata. Podobno kiedy Bóg nam coś zabiera, to zawsze daje coś w zamian. Nie jest Bogiem, który pozostawia pustkę. Ja straciłam dzieci, ale zyskałam tą cenną umiejętność oglądania świata, którego ludzkie oczy nie widzą. Nieetycznym jest wypowiadanie się w sposób wulgarny na tematy, których się nie rozumie, bo bólu po stracie dziecka nie zrozumie nigdy ten kto go nie doświadczył. Nieetycznym jest ubliżanie, straszenie otchłanią, negowanie aniołów, uznawanie zmarłych dzieci jako nieprzydatnych społecznie, posądzanie zrozpaczonych matek o chorobę psychiczną...i mówienie wielu innych rzeczy, o których nie ma się pojęcia. Szczególną uwagę zwróciłam na komentarz kobiety, która straciła dzieci w wyniku poronień i śmierci okołoporodowej. Teraz ma żyjące dzieci i twierdzi, że nie wspomina przy nich o zmarłym rodzeństwie, bo uważa, że to "zatruwanie życia". Dziwna teoria... mnie jeśli dane będzie zostać matką ziemskich dzieci, to jednym z moich głównych celów będzie uświadomienie moich dzieci, że mają rodzeństwo, które zmarło. Będę chciała nauczyć moje dzieci miłości do zmarłego rodzeństwa i pielęgnowania pamięci o nim. Dzięki temu wychowam je na silnych, wrażliwych i wewnętrznie pięknych ludzi. Może dzięki takim ludziom świat stanie się lepszy... wszak tym co świadczy o naszym człowieczeństwie nie jest rodzenie się, ale umieranie...

    Mateuszku, Kropeczko moja.. nawet jeśli świat zapomni, ja nie zapomnę nigdy... kocham...

komentarze (9) | dodaj komentarz

Dzień Zaduszny...

niedziela, 02 listopada 2008 21:00


"Mówiła że naprawdę można kochać umarłych

bo właśnie oni są uparcie obecni

nie zasypiają

mają okrągły czas więc się nie spieszą

spokojni ponieważ niczego nie wykończyli

nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi

nie połykają tak jak my przerażonego sensu

nie udają ani lepszych ani gorszych

nie wydajemy o nich tysiąca sądów

zawsze ci sami jak olcha do końca zielona

znają nawet prywatny adres Pana Boga

nie deklamują o miłości

ale pomagają znaleźć zgubione przedmioty

nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć

nie straszą pustką pełną erudycji

nie łączą śmierci z apetytem

bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilę

przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem

ocalili znacznie więcej niż duszę "

(ks. Jan Twardowski  "O stale obecnych")



komentarze (3) | dodaj komentarz

Aniołki pamiętamy o Was... (1 listopada 2008)

sobota, 01 listopada 2008 14:46

Nasze kochane Święte Aniołki pamiętamy o Was. Módlcie się za swoimi rodzicami, rodzeństwem i wszystkimi bliskimi, bo my potrzebujemy bardzo Waszej modlitwy i opieki. Duszyczki Święte czuwajcie nad nami każdego dnia.


Kochani Anielscy Rodzice łączę się dzisiaj moim sercem z Wami w sposób szczególny. Dzielę z Wami  smutek, ale i  radość, bo nasze Dzieci są Święte i to jest radością.

 

Matysiu mój najukochańszy, Kropeczko moja, Filipku, Oliwko, Adrianku, Zuzanko, Michałku, Joasiu, Kubusiu, Wojtusiu, Mateuszku, Miłoszku, Dominiczko, Marysiu, Linko, Adasiu, Sabinko, Martynko, Zosiu, Patrysiu, Marcelku, Kacperku, Oskarku, Pawełku, Tymoteuszku, Antosiu, Nikodemku, Konradku, Justynko, Jadziu, Romusiu, Dareczku, Sylwio  i Wy wszystkie Rajskie Aniołki,  których imion nie znam przesyłam Wam do nieba buziaki oraz najpiękniejsze, najjaśniejsze i  najcieplejsze światełka.

 

 

@)-->-->--@)-->-->--@)-->-->--

_{*}_{*}_{*}_{*}_{*}_{*}_{*}_{*}_{*}_{*}_{*}_{*}_{*}_

 

Kocham... na zawsze, ponad czas...


komentarze (10) | dodaj komentarz

piątek, 19 marca 2010

Licznik odwiedzin: 16814

Wizytówka


mamamateusza

O mnie

Jestem anielską mamą Mateusza.
Mój Synek urodził się z zespołem wad
zwanym Zespołem Edwardsa.
Żył niecałe 2 godziny.

Mój Syn...
moje Marzenie,
mój Sens,
moja Miłość.
Kocham Cię Synku...
na zawsze, ponad czas...

O moim bloogu

Mojemu Synkowi...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 25.12.2009 13:52:34
  • autor: AGA
  • treść: Szczęśliwych Świąt E...
<bgsound src="http://www.youtube.com/watch?v=GozIF-s0CAg" loop=true>

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
<bgsound src="http://www.youtube.com/watch?v=GozIF-s0CAg" loop=true>