Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

"Moje niebo" Władysław Bełza

sobota, 31 stycznia 2009 23:42

Niech tam jakie chcą poeci,

Marzą nieba ideały:
W mojem niebie — małe dzieci,
Mojem niebem — świat ich mały!
 
Z poza chmurek, jak z okienka,
Na świat patrzą, co się dzieje,
A dziecina się maleńka,
Mały Jezus do nich śmieje.
 
I jak niegdyś w Betlejemie,
Do rozkosznej ich gromadki,
Jakby schodził znów na ziemię,
Rwie się Jezus z ramion Matki.
 
A Najświętsza Matka Boża,
Jezusika z kolan zsuwa,
Uśmiechnięta niby zorza,
Nad wszystkiemi dziećmi czuwa.

I niewinne ich igraszki,
Dzieli wspólnie z swą dzieciną;
Patrzy, patrzy, gdy jak ptaszki,
Na skrzydełkach w górę płyną.
 
Lub gdy małe te dzieciątka,
Całem szczęściem niebios tchnące,
Białe owce i jagniątka,
Na niebieskiej pasą łące.
 
A Jezusik na ich czele,
Pasterz dobry i kochany,
Z małych dzieci ma kapelę,
Z małych dzieci dwór dobrany.
 
One Jemu tylko służą,
Z nimi On się tylko bawi,
A gdy im się oczka mrużą,
On im do snu błogosławi.
 
Już zasnęły! — I wara dziatki,
Do snu główka się usuwa;
Ponad wami Bożej Matki,
Opiekuńcza ręka czuwa.
 
A Jezusik dłoń malutką
Łączy z dłońmi matczynemi,
Błogosławiąc nią cichutko,
Wszystkie dzieci na tej ziemi!
 
O! niech jakie chcą poeci,
Marzą nieba ideały,
W mojem niebie — małe dzieci,
Mojem niebem — świat ich mały!

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nie jestem już ta jedyna...

piątek, 23 stycznia 2009 11:06

    Mateusz już nie jest najmłodszym Aniołkiem w kwaterze dziecięcej na miejscowym cmentarzu. Jakież było wczoraj moje zdziwienie, gdy zobaczyłam nowy grobek. To mała Danusia *+ 12.01.2009. Poczułam się strasznie... miałam nieodparte odczucie, że to ja sprowadziłam to nieszczęście. Jeszcze niedawno wykrzyczałam do mojego męża, dlaczego my... dlaczego przez 23 lata żadne dziecko nie umarło w naszej miejscowości, dlaczego to nie spotyka innych... ja nie chcę być tą jedyną, której umarło dziecko... i nagle po 8 miesiącach leży tutaj kolejny Aniołek... tak jakby los mnie wysłuchał... nie jestem już ta jedyna... i wcale nie czuję się z tą świadomością lepiej...

Spoczywaj w spokoju maleńki Aniołku _{*}_   

komentarze (17) | dodaj komentarz

Ironia losu...

wtorek, 20 stycznia 2009 13:15
  
     Ironia losu potrafi czasem być bezlitosna. Pierwsza ciąża... poronienie. Leżę w szpitalu, a obok dziewczyna w  6 miesiącu ciąży. Patrzymy na siebie z zazdrością. Ona przesiaduje większość czasu w ubikacji z papierosem w jednej ręce, a komórką w drugiej. Na każdym obchodzie ubliża lekarzom i wykrzykuje, że mają natychmiast zrobić jej cesarkę, bo ma już dosyć ciąży. Patrzy na mnie i pewnie zazdrości mi, że poroniłam. A ja patrzę na nią ze łzami w oczach i zazdroszczę jej bycia szczęściarą... i boli mnie serce, gdy widzę jak nie docenia tego co dał jej los. Druga ciąża... na samym początku znowu szpital... znikome plamienie... niby wszystko w porządku, no ale na wszelki wypadek lekarz karze mi poleżeć. Ta sama sala... to samo łóżko. Zastanawiam się, czy tym razem to łóżko przyniesie mi szczęście, czy pecha. Plamienie było jednodniowym incydentem... czuję się wspaniale. Pozytywnie nastrojona wychodzę do domu. Odwiedzamy chrzestną męża... przedstawia nam swoją "przyszłą synową", która również jest w ciąży... termin ma dwa tygodnie wcześniej. Chrzestna stwierdza, że przez to, że jestem gruba to w ogóle nie widać, że jestem w ciąży. Patrzę z politowaniem na mój brzuch... no faktycznie... nic nie ma... chrzestna skutecznie uśmierciła moje słodkie wyobrażenie, że już wyglądam jak przyszła, szczęśliwa mama.  Za to "przyszła synowa" pokroju przysłowiowego wieszaka oscentacyjnie wygina się przede mną, głaszcząc bez przerwy swój pokaźny brzuszek. Próbuję zagadać jak się czuje itd.itp. Z jej strony nie ma żadnego zainteresowania moim stanem. Dzwoni niespodziewanie dawna przyjaciółka, z którą nie widziałam się wieki. Chwali się, że również jest w ciąży. Przyjechała na jakiś czas z emigracji. Odwiedzam ją. Leży plackiem, a obok tona leków. Ja wyglądam kwitnąco. Pocieszam ją, że będzie dobrze. Tym razem to ona mi zazdrości wspaniałego samopoczucia. Na trzy tygodnie przed moim fatalnym porodem tańczę na jej weselu.  A jak to się skończyło... Już nikt mi nie powie, że jaka ciąża takie dziecko. Stałam się całkowitym zaprzeczeniem tego mitu. Nie znam dalszego losu owej dziewczyny ze szpitala. Może jej serce skruszało na widok dziecka... "Przyszła synowa" urodziła chłopczyka. Wreszcie została "teraźniejszą synową". Ku naszemu zaskoczeniu na wielkie i huczne weselisko nas nie zaproszono. Pewnie dlatego, żebyśmy młodym pecha nie przynieśli. Koleżanka urodziła również chłopczyka. Dużego, pięknego chłopaka... poród bez większych problemów. Co u niej obecie nie wiem, bo zerwała ze mną kontakt. A na koniec, żeby mnie dobić ukochana ironia losu przygotowała wyjątkowo cierpki deser. W ten sam dzień co ja, urodziła córka znajomych moich rodziców. Ciążę miała grubo przenoszoną... no i wycelowała dokładnie w ten sam dzień. Teraz całe życie będę patrzeć na jej dziecko i za każdym razem uświadamiać sobie tę gorzką prawdę, że taki byłby dzisiaj mój Syn.

komentarze (14) | dodaj komentarz

Wspomnienia...

niedziela, 11 stycznia 2009 15:14

    Osiem miesięcy. Biegnie ten czas jak szalony. Sprzymierzeńcem jest mi ten czas i chociaż bolesne wspomnienia ciągle nie zatarły się, to jednak spoglądanie na to wszystko, z coraz bardziej odległej perspektywy staje się łatwiejsze. Przyzwyczaiłam się do tych wspomnień tak bardzo, że ostatnio doszłam do wniosku, że już nie chcę z nimi walczyć, bo chyba nie umiałabym bez nich żyć... wpisały się w moje istnienie grubą krechą. Bezcenne stały mi się te wspomnienia, bo mimo swojego tragizmu są dzisiaj jedyną nicią, jaka mnie wiąże z istnieniem mojego dziecka, a to istnienie jest dla mnie świętością... moją dumą... największym wyczynem jaki zrobiłam w moim niespełna trzydziestoletnim życiu. Urodziłam dziecko. Czasem mam wrażenie, że to był tylko sen... a jednak jestem matką... niepojęte.

    Kocham Cię Mateuszku.

komentarze (12) | dodaj komentarz

Cykl powtarzalny...

sobota, 10 stycznia 2009 8:18

 

    Chciałabym coś napisać, ale w zasadzie to nie mam aktualnie o czym pisać. Ostatnio moje życie ma jeden, uporządkowany schemat, któremu można nawet nadać ładne, fachowe  określenie, zwane cyklem powtarzalnym. Idąc śladem tego zjawiska, można by rzec, że moje życie jest ustabilizowane. Wstaję 6.30, potem praca, 15.30 powrót, obiad... czasem pranie, sprzątanie itp.itd....  Pogadanki z mamą, bo z mężem mijamy się ostatnio i to bynajmniej nie z braku czasu, ale z braku najzwyklejszych chęci... Z wieczora  wiadomości... czasem wiodący serial telewizyjny, spanie... bywa, że w  opakowaniu, bo jak już odpłynę w krainę snów to żadna siła mnie z niej nie wyrwie i nie zmusi do odwiedzenia łazienki.... Jednym słowem moje życie to automat. Życie, w którym nie ma życia.  Dobrze, że zmienia się pogoda, bo tym sposobem jeszcze jakoś odróżniam upływające dni. Nic się nie dzieje... nic się nie chce stać. Wieje nudą z każdego kąta, a moje lenistwo sięgnęło zenitu. Może jak nadejdzie wiosna, to i ja obudzę się do życia...

komentarze (6) | dodaj komentarz

Moje serce...

sobota, 03 stycznia 2009 8:05

    No i zaczął się nam na dobre ten nowy roczek. Świat się bieli... wreszcie przyszła wymarzona polska zima. Lubię takie chwile jak dzisiaj. Wstaję, kiedy jest jeszcze ciemno, przytulam się do grzejnika i oglądam przez okno śnieg, szklący się w ciepłym świetle latarni. Siedzę tak, dopóki się nie rozwidni. To takie chwile, kiedy wyciszam się całkowicie. Milknie chociaż na chwilę nieznośny chaos tego świata. Wtedy można usłyszeć głos serca, a ono ma mi tyle do powiedzenia... Szkoda, że tak rzadko słucham serca.... A ono jak w tym przysłowiu... „gdyby tylko chciało słuchać rozumu...” Nie słucha i całe szczęście, że czasem nie słucha. Serce nie myśli zawile, nie kombinuje, nie analizuje... serce myśli bardzo prosto i szczerze. Dzisiaj moje serce powiedziało mi, że będzie dobrze... naprawdę będzie dobrze... i ja mu wierzę.

komentarze (19) | dodaj komentarz

czwartek, 11 marca 2010

Licznik odwiedzin: 16692

Wizytówka


mamamateusza

O mnie

Jestem anielską mamą Mateusza.
Mój Synek urodził się z zespołem wad
zwanym Zespołem Edwardsa.
Żył niecałe 2 godziny.

Mój Syn...
moje Marzenie,
mój Sens,
moja Miłość.
Kocham Cię Synku...
na zawsze, ponad czas...

O moim bloogu

Mojemu Synkowi...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 25.12.2009 13:52:34
  • autor: AGA
  • treść: Szczęśliwych Świąt E...
<bgsound src="http://www.youtube.com/watch?v=GozIF-s0CAg" loop=true>

Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 
<bgsound src="http://www.youtube.com/watch?v=GozIF-s0CAg" loop=true>